Chora, co kochać zaczyna?
9 Luty, 2010
Przyjechałam do domu na ferie. Leżę w łóżku, bo ostatnie niedoleczone przeziębienie do mnie wróciło. Leżę i mam wrażenie jakbym wróciła z jakiejś dalekiej wycieczki. Leżę i wcinam domowe obiadki, ziemniaczki, jakieś gotowane mięsko, popijam soczkami i jogurtami. Przegryzam czekoladą. Czuję się jak wtedy, kiedy chorowałam jako mała dziewczynka. Leżałam w łóżku i myślałam, kiedy będę mogła wyjść na dwór.
Co gorsza, właśnie zaczęłam sobie uświadamiać, a raczej towarzysząca mi tęsknota uświadamia mi, że chyba pojawia się lub już pojawiło pewne uczucie, o którym mówić na razie nie chcę. O którym chyba w ogóle nie chcę mówić, bo nie chcę tego uczucia. Bo zaczęło mi zależeć. I to chyba znów nie nieodpowiedniej osobie. Bo ja to bym chciała tak po prostu się zakochać, nie musieć walczyć, odbywać tych trudnych rozmów. Po prostu być z drugą osobą i ją poznawać każdego dnia od nowa. Bez kłótni i awantur. Jakiś dobry duch się ostatnio we mnie odezwał. Przez większość czasu jestem jakaś podejrzanie spokojna. Ale jak sobie już tak uświadamiam, że zaczęło mi zależeć to chce mi się płakać. Płakać, bo wiem jak trudno jest mi funkcjonować kochając osobę, z którą nie jestem. Nie mówię, że kocham, tylko, że mi zależy. Ale w sumie to już chyba niedaleka droga, prawda? A myślałam, że to było tylko pożądanie.
A już niedługo walentynki. Kto w ogóle wymyślił to święto i w jakim celu? Jak ktoś kocha to nie potrzebuje jakiegoś specjalnie dnia, żeby to okazać, a tylko ten dzień daje się najbardziej we znaki tym, którzy nie mają tej drugiej połówki.
Dobrze, że chociaż jakoś wychodzi mi skupianie się na tym, na czym skupić się teraz powinnam, czyli studia. Projekty na grafikę spędzają mi sen z powiek i to dosłownie. Chodziłam ostatnio spać o 4 – 5 nad ranem, wstałam o 11, na uczelnię i tak w kółko. I dobrze mi tak. Nie mam czasu myśleć, bo samotne wieczory tak bardzo nie doskwierają, gdy jest co robić.
Upij i więź.
2 Luty, 2010
Muzyka i alkohol dają ukojenie.
Chociaż jeden dzień mogę ot tak po prostu się upić i pójść spać.
I mieć wszystko gdzieś.
Nic nie robić.
Tylko pić.
Pić i spać.
Bo tęsknię.
Bo czasem nie jest tak jak chciałabym, żeby było.
Śmierdzi zastojem intelektualnym.
30 Styczeń, 2010
Śmierdzi i to bardzo. Na dzień dobry uprzedzam, że dziś lanie wody będzie. Bo jak mi jest źle to sobie muszę popisać o niczym. Bo jakoś tak ostatnio nie umiem opowiadać o tym, co powoduje mój zły humor. Przynajmniej nie wprost. Kto mnie zna ten wie, co i Kto powoduje takie nastroje u mnie.
Ogólnie to nie mam nawet powodów do narzekania. Ale nawet jak jest dobrze to nigdy nie jest na tyle dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Ogólnie to mi zostały 4 przedmioty do zaliczenia, a już tak bardzo mi się nie chce robić czegokolwiek, że mnie to czasami przeraża. Myślałam, że już na pewno jestem na drugim semestrze, a tu co się okazuje? Że na pierwszym roku można mieć tylko 6 punktów braku. Co prawda ambicja moja nie pozwala mi na jakiekolwiek braki, jednakże zawsze lepiej byłoby mieć ten komfort psychiczny, że jednak się na pewno studentem pozostanie. Ale przecież musimy dać radę. Bo jak nie my, to kto?
Poza tym to dzisiaj miała miejsce bardzo dziwna sytuacja, w której wiem, że źle się zachowałam. Źle wybrałam. Widocznie nie jestem przystosowana do tego typu decyzji. A napisali w horoskopie: “Twoje zachowanie w pewnych sytuacjach może być nadmiernie krytyczne”. Nie pomylili się. Krytyczność tego zachowania mnie przerosła. A wieczorem zostałam oskarżona o miłość. Też coś. Czy można aż tak pomylić miłość z pożądaniem? Nie wydaje mi się. Dziwny to okres dla mnie. By się chciało, żeby już było później, lepiej, inaczej or something.
“Znajomy szept błaga o nieśmiertelność. Kiedy niewiele już mam pewnych dróg, wiele dziś może się stać… Gdy umiera dzień, upij i więź. Nie zostawiaj, bo utonę. Suche na wiór słowa pachną udręką.”
Tego sobie teraz słucham, a po północy idę szukać inspiracji. Nie, nie w zarządzaniu.
Pięknie, zmieniam repertuar na WWO i WBU. O czym to świadczy? O tym, że coś mi się w bańce przestawia. Ale ćśś, to tylko chwilowe. W poniedziałek kierunek Piotrków na małe jebanko. Haha. Taaak, nic tak nie poprawia humoru. Żarcik of kors. Za grafikę się muszę wziąć. Tyle projektów czeka. Tyle kasy. Jakaś bibka by się przydała. Rozładować tą skumulowaną energię, tą tęsknotę, to pożądanie, to życie.
Samochodowo… part 1
24 Styczeń, 2010
Postanowiłam kupić samochód. Już dłuższy czas chodził mi ten pomysł po głowie, ale ostatnio mimo zbliżającej się nieubłaganie sesji, zadecydowałam o realizacji tegoż planu. Zaczęłam od przeglądania ogłoszeń w internecie. Ale internet jak to internet, niestety obfituje raczej w śmieci i po kilku telefonach odpuściłam ten sposób poszukiwania nowego pojazdu. Powiedziałam również znajomym, że poszukuję jakieś czterokołowego czegoś, czym dałoby radę się poruszać bez większej ingerencji z mojej strony bądź też ze strony mechanika. Jednak również ta forma zawiodła. Również zwiedzanie pobliskich komisów na niewiele się zdało. Jako, że odrobinę się znam na samochodach (dziwne dla większości facetów! Kobieta zna się na samochodach! Haha. Nie może być!). Giełda to już w ogóle porażka. Niby na pierwszy rzut oka można było się kilkoma egzemplarzami zainteresować, ale po bliższym przyjrzeniu się można było dostrzec to przekręcony licznik, to jakieś rysy, odgięcie blachy, źle przykręcone elementy po rozebraniu pojazdu, inny kolor lakieru po malowaniu. I bądź tu człowieku mądry i kup samochód.
Jednak kiedy raz jechałam do Łodzi z kolegą zobaczyliśmy ślicznego Passacika. Czarny. W8! No marzenie. Zjechaliśmy na bok i co się okazało? Że do sprzedania! :) Cena też całkiem przystępna jak na taką maszynę. Delikatny tuning, ale taki elegancki. Kiedy tylko przystojny kierowca wyjął kluczyki poczułam, że muszę jak najszybciej poczuć na sobie jego moc. Takiej bestii nie spotyka się zbyt często. 280 – konny silnik. Napęd 4×4. Biksenony, grill karbon bez znaczka, 18 calowe felgi, lekka gleba, sportowe zawieszenie… Ten blask od niego bijący mnie powalił. Ojj się napaliłam. Pragnęłam jednego. Móc go dosiąść! Tylko to się liczyło!
Dostałam kluczki. Wsiadłam do niego. Ten samochód po prostu miał to coś. Wspomaganie, ta kierownica, to audio. Odpaliłam. Ajj. Ten pomruk był rozkoszą dla ucha. Wzbudzał fascynujące wręcz emocje. Cudo. Oczywiście musiałam się przejechać. A gdzie można sprawdzić taką maszynę? Oczywiście wyskoczyliśmy na trasę. Momentalnie minęła setka, po chwili dwieście. W ogóle nie było czuć tej prędkości. Zdecydowałam… biorę! Co tam, że utrzymanie tego samochodu kosztuje więcej niż średnia krajowa. Najważniejsza jest przyjemność z jazdy! I te możliwości na drodze. Jak na razie mnie nie zawiódł, a przynajmniej mam możliwość pościgania się z Michałem i szanse na wygraną w tym wyścigu :D
Jak to Czarek ostatnio powiedział: “jak panna jeździ 4×4 to wiadomo, że fajna dupa, a nie jakaś peezda” :D Co prawda chodziło mu bardziej o terenówki, ale mój nowiusieńki nabytek robi wrażenie.
Cdn…
Moment prawdy.
16 Styczeń, 2010
Co by się trochę zareklamować w internecie stworzyłam filmik – reklamówkę mojego bloga :)
A co mi szkodzi. Nie jest to może praca najwyższego kalibru, ale czego się spodziewać po drugim, stworzonym przez mnie w życiu filmiku. Ale podobno doświadczenie czyni mistrza, więc pozostaje jedynie liczyć na to, że następne będą coraz lepsze.
Tak swoją drogą, zastanawiam się nad tym, kto tym razem otrzyma tytuł Bloga Roku 2009. Jak dobrze kojarzę to z reguły najwięcej głosów mają blogi ludzi chorych lub ludzi, których dzieci są chore. Może to trochę egoistyczne, ale ile można? Może by tak w końcu postawić na oryginalność? Nie twierdzę tym samym, że to co ja piszę jest super oryginalne i w ogóle, ale podobno dobrze się czyta. Choć u niektórych moje opowiadania wywołują salwy śmiechu, a u innych wręcz oburzenie. Ale przecież to tylko fikcja literacka. Więc o co chodzi? Poza tym panuje wolność słowa. Podobno.
Ciekawe kto w tym roku wygra. Okaże się już niedługo. Już niedługo nastąpi moment prawdy.
A propos momentu prawdy. Leci sobie czasem taki program w telewizji. Był w wersji polskiej. A ostatnio miałam okazję poznać ten program w wersji hiszpańskiej i jakiejś angielskojęzycznej. Ogląda się fajnie, bo lubię słuchać o takich pikantnych szczegółach z życia ludzi, ale gdybym sama miała wziąć udział w takim programie tooo… pewnie bym się musiała mocno zastanowić (a wcale, bo nie. Przecież mnie z ogromną łatwością przychodzi mówienie o pikantnych szczegółach!). Przecież powiedzieć coś co mogłoby urazić najbliższe osoby, byłoby ciężko. Ale dla kasy w sumie jestem w stanie wiele zrobić i wiele poświęcić. Ale czy również kontakty z najbliższymi? Hmm. Są osoby, niewiele, ale jednak, których nie mogłabym, ani w ten, ani w żaden inny sposób, skrzywdzić. Już wolałabym chyba pozostać biedna.
Z tego miejsca chciałabym przekazać kilka pozdrowień:
- dla T. – za to, że nie bierze do siebie wszystkiego co piszę i w dodatku mu się to podoba! ;)
- dla Czarka za wparcie duchowe ;)
- dla Błażeja – za nieocenioną wręcz pomoc ;)
- dla Kasi – za tego smsa i nieprzespane noce spędzane na uzupełnianiu naszej studenckiej książki kucharskiej ;)
- dla Marka, którego humory bywają denerwujące, za to, że czasem rzuci jakimś pomysłem ;)
- dla Tomka M. – za reklamę ;)
- dla Izy – za reklamę, śmiech i próbę wmówienia mi czegoś, co niekoniecznie prawdą być może ;)
- dla Marszala – który czytał takie teksty, od których inspiracja aż kipiała ;)
- dla Jacka – za to, że jest taki niedoświadczony i lubi murzynów z wielką pytą (jego własne słowa) ;)
- i dla wszystkich, którzy głosowali i głosować będą ;)
- oraz dla odwiedzających i czytelników. ;)
W przygotowaniu następne sexiarskie opowiadania, które światło dzienne (bądź nocne) ujrzą jak tylko znajdę chwilkę wytchnienia od studiów i wszystkiego co z nimi związane (picia, seksu, picia, jeszcze raz picia, zabawy, z przerwami na naukę).
Prześwietlony film.
15 Styczeń, 2010
Hihi. Cieszy mnie bardzo, że coraz więcej osób tutaj zagląda. Coraz większej też liczbie osób podoba się to co piszę i proszą o więcej. Fajnie, że to co piszę się podoba. Czasem jest w tym więcej, czasem mniej prawdy. To nie jest istotne. Czytelnicy, mogą, jeśli chcą, uznawać, że to sama prawda. Ja jednak mówię, że jest to tylko fikcja literacka. Zatem proszę się nie domyślać o kim ewentualnie mogłabym pisać, o kim prawdopodobnie wg Was są też opowiadania.
Wiele osób prosi mnie, żebym pisała więcej. I to głównie opowiadań z podtekstem erotycznym.
Dobrze, będę pisać. Postaram się częściej, ale nie obiecuję, że mi się to uda, bo czasem zwyczajnie brak czasu bądź ciekawego pomysłu. A chyba najważniejsze, żeby to sie dobrze czytało, prawda?
W pewnym momencie wpadłam na pomysł, żeby opisywać tu swoje codzienne życie. Jednak uważam, że jest ono zbyt nudne, żeby tylko o nim tutaj pisać. Więc odrobinę wyobraźni dodałam i w ten sposób powstaje to co później można tutaj przeczytać. W ten sposób odreagowuje to co dzieje się w moim życiu na co dzień. Nadmiar zadań do wykonania, brak czasu na odpoczynek, tęsknotę za bliskimi mi osobami i za tym co było, niemoc. Lepiej chyba odreagowywać w ten sposób niż niszcząc coś, cokolwiek. Rzeczy materialne czy też kontakty z ludźmi.
Najgorsze, że jest teraz tak dużo do zrobienia, a ja, żeby mieć na to wszystko siłę muszę najpierw gdzieś pojechać… chociaż na dwie godziny. Nie wiem czy mi się to uda, ale wydaje mi się, że jest to po prostu kwestia dobrej organizacji. Obym się nie pomyliła.
Poza tym zachęcam znów do głosowania na mojego bloga w konkursie Blog Roku 2009.
Aby to zrobić trzeba wysłać smsa o treści “A00653″ (w treści są dwa zera) na numer 7144.
A jak już ktoś zagłosuje to proszę, aby dał mi znać, to w razie świętowania wygranej (xD) zaproszę go na oblewanie. Ojj tak, stawiam wódkę wszystkim, którzy zagłosują! A jak :)
Odrobina motywacji przed sesją.
14 Styczeń, 2010
Tak sobie siedzę, piję drinka i wspominam. Wspominam dzisiejszy cudowny dzień. Mimo tego, że jak wróciłam do mieszkania to byłam tak zmęczona, że momentalnie położyłam się i zasnęłam. Nawet nie zdążyłam się przebrać czy sprawdzić pocztę. Nie liczyło się też to, że mój żołądek świecił pustkami, bo przez ostatnie 24 godziny zjadłam zaledwie maleńką kanapeczkę z dżemem i pół mandarynki, a i to bardzo od niechcenia.
Dobrze, że nie miałam dziś zajęć. Miałam nadrobić projekty z grafiki, ale jakoś tak wyszło, że plany uległy drobnej zmianie. Wstałam wcześnie rano i najpierw z Konradem i Piotrkiem do Biura Karier wykonać parę telefonów. Szybko poszło. Wyszłam i idąc ulicami Łodzi zastanawiałam się co robić dalej. Lubię spacerować, a ostatnio nawet zimno mi za bardzo nie przeszkadza. No cóż, po ostatnim weekendzie mam bardzo pozytywny nastrój. Wszystko za sprawą pewnego Pana, którego dziś miałam okazję odwiedzić. Wsiadłam w 57, ale jakoś tak wyszło, że nie wysiadłam pod domem, a pojechałam na dworzec. “Może to jakiś znak?” – pomyślałam. Zadzwoniłam do T. Okazało się, że ma dziś wolne i siedzi w domu przygotowując się do egzaminu. W końcu lada moment początek sesji. “A co byś powiedział na dodatkową motywację do działania dzisiaj?” – zapytałam. Oczywiście długo go namawiać nie musiałam i już po godzinie odbierał mnie z dworca w Piotrkowie.
“Co robimy? Chcesz coś zjeść? Czy po prostu jedziemy gdzieś posiedzieć?” – nie miałam jakoś specjalnie ochoty na spotkania z tłumami ludzi, co T chyba zobaczył po mojej minie. Chwilę potem jechaliśmy już do niego. Tak chyba najlepiej. Rodziców nie było w domu, więc już na schodach zaczęły się delikatne pieszczoty. Weszliśmy do pokoju i komputer poszedł w ruch. Musieliśmy trochę przystopować. To przecież nie wypada. Ale kto by się przejmował tym co wypada, a co nie wypada. Włączyliśmy nową płytę Alicii Keys. Już podczas jednej z naszej ostatnich rozmów oboje stwierdziliśmy, że seks przy jednej z piosenek z tej płyty byłby cudowny. Ta muzyka tak nas nastrajała. Musieliśmy to sprawdzić.
Siedziałam mu na kolanach. Niby tak tylko w żartach, bo chciałam przejąć kontrolę nad urządzeniem. Nagle poczułam jak odgarnia mi włosy i delikatnie ustami muska moją szyję. Bardzo subtelnie i powoli obrócił mnie i przeszedł do dekoltu. Pocałunki sprawiały mi ogromną przyjemność. Jednocześnie jego ręce wylądowały na mojej talii, a moje łaskotki wywołały uśmiech zarówno u mnie jak i u niego. Już po chwili leżeliśmy na łóżku, zostawiając po drodze większą część naszej garderoby na podłodze. T cały czas całował mnie to po szyi, to po dekolcie. Kiedy się położyliśmy, przeszedł do piersi. Obcałowywał je, krążył językiem wokół sutków, chwilami wracając do ust. Wszystko to odbywało się jakby z zwolnionym tempie. Nie liczyło się nic poza tym co aktualnie przeżywaliśmy. Westchnęłam. To jest właśnie to co kociaki lubią najbardziej. Dodatkowo T podkurczył mi nogi i delikatnie smyrał mnie po stopach. Ach, podniecił mnie tym do granic możliwości. Postanowiłam przejąć kontrolę. Oj tak, ostatnio stałam się nad wyraz śmiała w tych kwestiach. Położyłam się na nim tak, aby moje piersi były nad jego ustami, co od razu spotkało się z ogromna aprobatą z jego strony i znów delikatnie pieścił mnie ustami, natomiast ja samymi ruchami bioder wprawiałam go w stan gotowości. Wystarczyło. Kiedy T poczuł moje dreszcze, przerzucił mnie na plecy, rozchylił mi nogi i najpierw delikatnie palcami utorował sobie drogę, sprawiając mi tym nieziemską przyjemność, a następnie wszedł we mnie. Kilka chwil potem oboje szczytowaliśmy. I to w tym samym momencie!
Chwila odpoczynku. Chciałam pójść do łazienki, jednakże T mi nie pozwolił, złapał mnie w tali i przyciągnął mnie do siebie. Jego palce znów powędrowały w moje miejsca intymne. A pocałunki z nim rozpaliły mnie do granic. Jednak on postanowił mnie trochę podrażnić, i to przestawał, to znów zaczynał mnie pieścić. Jednak sam długo nie wytrzymał i znów się kochaliśmy.
Na trzeci raz niestety nie wystarczyło czasu, gdyż nieubłaganie zbliżała się godzina powrotu jego rodziców z pracy. Wzięłam szybki prysznic i poszliśmy do samochodu. T odwiózł mnie na dworzec do Piotrkowa. Odwiózłby mnie do samego mieszkania, ale niestety czekało go jeszcze tyle obowiązków. Poza tym, ja też potrzebuję trochę odpoczynku. Te spotkania z nim są naprawdę takie męczące. Męczące i przyjemne. W dodatku takie motywujące. Bo przecież po sesji będzie tak jeszcze częściej. Dlatego mobilizujemy swoje siły i zaliczamy wszystko w możliwie najkrótszym czasie!